Fot. Freepik
Sytuacja materialna rodzin to jedno z najistotniejszych zagadnień, jakimi może zajmować się polityka gospodarcza. Nie tylko w bardzo bezpośredni sposób dotyka ona ostatecznego celu gospodarki, jakim jest zaspokojenie materialnych potrzeb ludzi, ale wpływa także na demografię i wychowanie. W dobie kryzysu demograficznego i rosnącego kryzysu psychologicznego, zapewnienie rodzinom materialnych podstaw do powoływania na świat i odpowiedniego wychowania dzieci jawi się najpilniejszym zadaniem.
Artykuł jest przedrukiem rozdziału publikacji CMG „Gospodarka po katolicku. Postulaty reform w duchu społecznej nauki Kościoła”, dostępnej pod tym linkiem. Proponujemy w niej 6 polityk publicznych, które naszym zdaniem realizowałyby ideały katolickiej nauki społecznej w warunkach współczesnej Polski. Nie rościmy sobie prawa do uznania ich za jedyne właściwe rozumienie i sposób implementacji Magisterium, a jedynie proponujemy działania, które naszym zdaniem dobrze odpowiedzą na wybrane wezwania kolejnych papieży. Liczymy na to, że szybko pojawią się propozycje konkurencyjne, ożywiając katolicki nurt refleksji gospodarczej.
Diagnozując problemy polskich rodzin, nie sposób przemilczeć pozytywnego zjawiska, jakim jest spadek ubóstwa, spowodowany wprowadzeniem powszechnego świadczenia „500+”. Również późniejszy wzrost tego wskaźnika w 2023 na skutek skumulowanej inflacji został złagodzony w następnym roku waloryzacją świadczenia do 800 zł.
Pomimo to, problem ubóstwa trudno uznać za całkowicie rozwiązany. Wciąż co dwudzieste polskie gospodarstwo domowe osiąga dochody określane jako „zagrożenie skrajnym ubóstwem”, nazywanym inaczej „minimum egzystencji”. Ryzyko trafienia do tej grupy nie jest równe dla każdego rodzaju gospodarstwa czy rodziny. Rodziny z trojgiem lub więcej dzieci mają trzykrotnie wyższe prawdopodobieństwo życia w biedzie niż osoby żyjące w pojedynkę lub bezdzietne małżeństwa. Wśród rodzin pięcio- i więcej osobowych odsetek żyjących w skrajnym ubóstwie wynosi 3,6%. Jest to wyraźnie więcej niż nawet wśród samotnych rodziców.[1]
Społeczna nauka Kościoła szczególnie dużą uwagę poświęca kwestii ubóstwa. Podkreślana jest niemoralność utrzymywania się głodu i nędzy we współczesnym świecie oraz prawo każdego człowieka do dóbr zapewniających mu przeżycie.[2] W kontekście pracy najemnej, usilnie przypominano, że płaca musi być wystarczająca do utrzymania się pracownika, choćby warunki rynkowe pozwalały przedsiębiorcy oferować niższe wynagrodzenie. Co więcej, kategoria utrzymania rozciągnięta była nie tylko na samego pracownika, ale także na jego rodzinę.[3]
Sam trud prowadzenia gospodarstwa domowego sprawiał, że pracę najemną kobiet traktowano co do zasady jako konieczność podejmowaną w warunkach ekonomicznego przymusu. Z kolei fizyczny charakter większości prac najemnych kazał widzieć w świadczeniu jej przez kobiety (i dzieci) również zagrożenie dla zdrowia. Stąd też uznawano, że płaca robotnika-mężczyzny musi być wystarczająca do utrzymania całej rodziny. Koncepcja ta zyskała miano „pensji rodzinnej”, czyli wystarczającej do utrzymania rodziny, która należna była każdemu pracownikowi. Z czasem rozwinięto ją w kierunku uznania, że jej rolę może spełniać nie tyle (lub nie tylko) pensja wypłacana przez zatrudniającego, ale również świadczenia wypłacane rodzicom przez państwo. Dzięki temu rodzice nie będą na rynku pracy defaworyzowani jako stanowiący większy koszt dla przedsiębiorstwa.
Dziś warunki pracy i życia są zupełnie inne niż wiek temu. Istotną część obowiązków opiekuńczych przejęły szkoły, przedszkola i żłobki, a obowiązki domowe dzięki rozwojowi techniki zajmują mniej czasu i kosztują mniej wysiłku. Pracę zawodową obojga małżonków traktujemy już więc jako normę, która nie zagraża istotnie życiu rodzinnemu.
Powinniśmy jednak brać pod uwagę, że to co nie zagraża życiu rodzinnemu małej rodziny może być już istotnym ryzykiem dla rodziny większej.
Opieka nad większą liczbą dzieci, nawet jeśli prowadzona z pomocą placówek edukacyjnych czy opiekuńczych, wymaga znacznie większego nakładu czasu. Łączenie jej z pełnoetatową pracą najemną często oznacza zaniedbanie obowiązków rodzicielskich, czy to typowo opiekuńczych, czy związanych z potrzebą obecności rodzica i utrzymywania relacji z dziećmi.
Z tego powodu, w przypadku rodziny wielodzietnej, należy uznać normę pracy zawodowej obojga rodziców, szczególnie na pełen etat, za zbyt obciążającą i starać się umożliwić jednemu z nich niepodejmowanie jej, bez ryzyka popadnięcia jego rodziny w ubóstwo. Próba egzekwowania od przedsiębiorstw zatrudniających rodziców wypłacania im pensji proporcjonalnej do liczby dzieci oznaczałoby, wspomniane wyżej, zmniejszenie ich szansy na znalezienie jakiegokolwiek zatrudnienia. Dlatego zapewnienie płacy rodzinnej powinno przejąć na siebie państwo jako zarządzające wspólnymi zasobami całego społeczeństwa.
Celem opisywanej polityki byłoby zapewnienie rodzicom czasu niezbędnego do opieki i wychowania kilkorga dzieci.
Środkiem do tego będzie zwiększenie świadczenia wychowawczego do takiego poziomu, by w przypadku rodziny z czworgiem dzieci odpowiadało ono pensji z przedziału „średnich” zarobków w gospodarce. Dodatkowo, by okres poświęcony na wychowanie dziecka nie wpłynął negatywnie na wysokość emerytury rodzica rezygnującego z pracy zawodowej ani nie oznaczał utraty dostępu do świadczeń zdrowotnych, składki na ubezpieczenia społeczne będzie pokrywało państwo. Ponieważ zaś granica czwartego dziecka nie jest w żadnym wypadku przejściem z minimalnych obciążeń do takich niepozwalających na godzenie rodzicielstwa z pracą zawodową, należy wprowadzić rozwiązanie połowiczne już dla rodziców trojga dzieci.
W szczegółach, system wyglądałby następująco. Świadczenie wychowawcze „800+” zostałoby zmodyfikowane poprzez wprowadzenie nieproporcjonalnie rosnącej kwoty całkowitej świadczenia. Zamiast 800 zł na każde dziecko rodzice otrzymywaliby na przykład:
- 800 zł w przypadku wychowywania 1 dziecka;
- 1600 zł w przypadku wychowywania 2 dzieci;
- 2800 zł w przypadku wychowywania 3 dzieci;
- 4 200 zł w przypadku wychowywania 4 dzieci + 800 zł na każde kolejne.
Kwoty te są, tak jak dziś, są kwotami nieobłożonymi żadnymi daninami (netto). Podana wyżej kwota świadczenia dla rodziców 4 dzieci odpowiada ok. 80% mediany wynagrodzeń w polskiej gospodarce i powinna być w relacji do mediany waloryzowana.

Drugim elementem jest pokrywanie przez państwo składek zdrowotnych i emerytalnych dla jednego rodzica nieaktywnego zawodowo, w czasie wychowywania 4 dzieci. Kwota składek odpowiadałaby tym, które odprowadzałby łącznie pracodawca i pracownik zarabiający netto określoną wyżej kwotę, pracując na etacie. Okres korzystania z tego instrumentu byłby zaliczany do stażu pracy w kontekście emerytury.
Z punktu widzenia systemu emerytalnego osoba taka byłaby więc „etatowym rodzicem”.
Rodzic trojga dzieci mógłby liczyć na pokrycie składek w połowie tej kwoty, jeśli pracowałby na pół etatu.
Koszty takiego rozwiązania byłyby istotne, choć w skali całego programu „800+” wciąż umiarkowane. Bazując na dotychczasowych wydatkach budżetu na program „800+” oraz na danych pochodzących z Narodowego Spisu Powszechnego z 2021 r. co do struktury rodzin według liczby dzieci, możemy szacować maksymalny poziom takich świadczeń przy nierealistycznym założeniu, że wszyscy uprawnieni skorzystaliby z rodzicielskiego „(pół-)etatu”. W takim wypadku koszt dodatkowych świadczeń, ponad dzisiejsze „800+”, wyniósłby maksymalnie 10,5 mld zł.[4] Dla skali, przypomnijmy, że program „800+” kosztował w 2024 r. 66 mld zł. Gdyby wprowadzenie „etatu rodzicielskiego” wymagało poszukiwania oszczędności, sugerowałbym ograniczenie świadczenia „800+”, przywracając kryterium dochodowe dla świadczeń na pierwsze dziecko. Choć wyżej argumentowałem za pensją rodzinną i wspieraniem rodzin, to w przypadku majętnych członków społeczeństwa, dodatkowe świadczenie w podstawowej kwocie nie realizuje istotnych celów związanych z pomocą rodzinom, a przez to wydaje się być mniej istotnym niż zapewnienie rodzinom wielodzietnym możliwości pozostawania jednego z rodziców „w domu”.
Przy wszystkich powyższych spostrzeżeniach o trudzie i czasie potrzebnym do wychowania dzieci, nie sposób nie zauważyć, że dzieci z biegiem lat stają się bardziej samodzielne i wymagają coraz mniejszej ilości czasu na opiekę, przygotowywanie posiłków, odprowadzanie, pomoc w nauce itp. Z tego powodu wydaje się sprawiedliwym, by „etat rodzicielski” był dostępny rodzicom dzieci i młodszych nastolatków, ale już nie potomków zbliżających się do dorosłości. Rozsądną granicą wydaje się wiek typowy dla rozpoczęcia przez nastolatka nauki w szkole średniej, a więc ukończenie 15 roku życia. Na potrzeby programu granicą byłby wiek dziecka, a nie fakt przejścia ze szkoły podstawowej do średniej. Po jej przekroczeniu, dziecko nie byłoby zaliczane do liczby dzieci, którym odpowiada dane rozwiązanie: półetat lub etat rodzicielski. Ponieważ progresywna kwota świadczenia również miała umożliwić rezygnację z pracy zawodowej, wysokość świadczenia na każde „starsze” dziecko powinna wynosić 800 zł.
W efekcie, kwota świadczeń wynosiłaby określone wyżej 800 zł na jedno dziecko, 1600 zł na dwoje, a przy większej liczbie dzieci:
- 2800 zł na troje dzieci poniżej 15 r. ż. + 800 zł na każde dziecko powyżej 15 r. ż.;
- 4200 zł na czworo dzieci poniżej 15 r. ż. + 800 zł na każde kolejne dziecko.
Opisana powyżej modyfikacja zmniejszałaby koszt całkowity programu, choć trudno stwierdzić w jakim stopniu.
Podsumowując, dzisiejsza realizacja pensji rodzicielskiej powinna przyjąć formę, umożliwiającą wielodzietnym rodzicom rezygnację z pracy zawodowej jednego z nich i przejście na „etat rodzica”.
Oznaczałoby to ponadproporcjonalny wzrost świadczenia wychowawczego na trzecie i czwarte dziecko oraz opłacanie składek społeczno-zdrowotnych, odpowiednio, w wymiarze połowy lub pełnego etatu. Nie tylko umożliwiałoby to odpowiednią opiekę i wychowanie licznych dzieci, ale także odzwierciedlało znaczenie tego zadania dla społeczeństwa, które wynagradzałoby podejmujących się go rodziców.
[1] Co ciekawe, jedyną grupą, która przekracza obecną średnią są gospodarstwa, w których żyje ktoś poza rodzicami i dziećmi.
[2] Dilexi te, 86.
[3] Laborem Exercens, 19.
[4] To szacunki zawyżone, zakładające, że każdy uprawniony rodzic rezygnowałby z pracy zawodowej albo przechodził na pół etatu. Zaliczono tu również składki zdrowotne opłacane przez tych rodziców, choć przy dzisiejszej praktyce finansowania ochrony zdrowia jest to dość dyskusyjne podejście.

Ten artykuł publikujemy na otwartej licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 4.0. Możesz kopiować i rozpowszechniać ten utwór do celów niekomercyjnych pod warunkiem podania jego autora. Prosimy również o podanie pierwotnego źródła – nazwy Centrum Myśli Gospodarczej lub strony cmg.org.pl.


